23 września, 2015

Czy Bóg jest niesamowity?

Samo pytanie w tytule, dla mnie sugeruje odpowiedź: "TAK JEST!".
Chciałam się z Wami podzielić małym doświadczeniem, które zdarzyło się w czasie podróży na miesiąc miodowy.

Prom mieliśmy 2 września (środa) o 10 z Sassnitz w Niemczech, w związku z tym wyruszyliśmy dzień wcześniej. Podczas podróży rozmawialiśmy i cieszyliśmy się, że już za niedługo znajdziemy się w najcudowniejszym miejscu na ziemi.  Na pewno nie spodziewaliśmy się tego, co miało za niedługo się zdarzyć.
W nocy, w trakcie jazdy autostradą, nasze auto szarpnęło trzy razy (tak jakby się dusiło ) i zgasło. Na nasze nieszczęście mieliśmy tylko jeden telefon, który miał na wykończeniu baterię. Na poboczu mój mąż szukał przyczyny, dzwoniąc do naszego przyjaciela mechanika. Pierwsza diagnoza... prawdopodobnie poszła pompa.... zadzwoniłam do mojej mamusi prosząc o modlitwy...
Po godzinie stania na poboczu, zastanawiania się co dalej, podjechała do nas pomoc drogowa. Wysiadł z niej pan mówiąc: "Jechałem właśnie do innego auta, ale zauważyłem Was i  podjechałem", zaczął pomagać w szukaniu przyczyny. Minęła następna godzina...  auta nadal nie dało się odpalić... dodatkowo akumulator nam padł...
Laweta zabrała nas do pobliskiego miasta (oddalonego od autostrady 5km) i zostawiła nas pod mechanikiem.
Noc spędziliśmy w aucie.
 Rano (środa- prom 10:00- jest możliwość prze bukowania biletu na następny dzień) zziębnięci i zmęczeni podeszliśmy do mechanika, naładował nam akumulator... ale nie zajmuje się Dieslami... zaczął dzwonić do swoich kolegów. Odpowiedzi: "mogę przyjąć dopiero w piątek", "za 4 tygodnie", "mam zawalony cały warsztat"...
Będąc ciągle w kontakcie z naszym przyjacielem, który szukał nam na odległość mechanika (który mógłby nas przyjąć jak najszybciej), podpowiedział, że w tym miasteczku mieszkają znajomi z kościoła.
Zadzwoniliśmy, przyjechali od razu. Zaczęliśmy jeździć od mechanika do mechanika. Zmartwieni, zmęczeni, zniechęceni, trafiliśmy na jednego, który zgodził się zobaczyć do auta. Muszę tylko nadmienić, że jest mechanikiem, który zajmuje się jedynie elektroniką w aucie. Powiedział,że rozkręci nam auto i poszuka przyczyny. Jeśli jest to elektronika to nam naprawi auto, jeśli nie to nie weźmie żadnych pieniędzy za wykonaną pracę.
Pojechaliśmy do domu znajomych, niesamowicie ciepli kochani ludzie,którzy ugościli nas jak arystokratów. Nakarmili i położyli spać. W umówioną godzinę, zadzwoniliśmy do mechanika. "Jeszcze nie zajrzałem do Waszego auta zadzwońcie koło 21 "....
Czekając, w głowie układaliśmy sobie plan, co jeśli nie pojedziemy, czym wrócimy do domu.
21 dzwonimy "Nie udało mi się naprawić waszego auta, możecie go jak na razie zostawić pod moim warsztatem. Macie wykupioną wycieczkę, słyszałem... miesiąc miodowy? Smutno, żeby się zmarnowała... może ktoś inny mógłby na nią pojechać (czytaj ja), jakie macie atrakcje?... Wszystko we własnym zakresie?... Nie to się nie opłaca... Ty Wy na nią pojedziecie.... TAK NAPRAWIŁEM WAM AUTO!!! ". Okrzyków szczęścia i łez wzruszenia było co nie miara.
Pojechaliśmy po auto, podziękowaliśmy mechanikowi, wziął od nas symboliczną sumę. Podziękowaliśmy naszym kochanym znajomym.
Ruszyliśmy w trasę. Następnego dnia byliśmy już w Sassnitz z prze bukowanym biletem, czekając w kolejce na nasz wjazd na prom.


To doświadczenie nie tylko nauczyło mnie, że modlitwa ma wielką moc, ale także przywróciło  mi wiarę w ludzi.
Dziękujemy za modlitwy, za wsparcie! BÓG JEST NIESAMOWITY!
Dziękuję jeszcze raz naszemu przyjacielowi, który nas wspierał, podpowiadał, dzwonił. DZIĘKUJEMY

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz