07 stycznia, 2016

Na dobry początek...





W życiu nie można być niczego pewnym.

Każdy z nas chciałby, żeby jego życie trwało bez zbędnych zmartwień i trosk, bez lęku o kogoś bliskiego, o samego siebie. Nie zwracamy nie raz uwagi na tragedię, które dzieją się tak blisko nas, twierdząc to nie moja sprawa, może jest na tyle zły, że zasłużył sobie na ten los...


Życie płata figle w najmniej oczekiwanym momencie. Tak było w tym przypadku. Myślałam że znalazłam azyl miejsce w którym poczuje się wreszcie bezpieczna na tyle, żeby choć trochę rozwinąć skrzydła. Mając tysiące pomysłów w głowie powoli układam plan co następnego zrobić lub przedstawić. Byłam bezpieczna w moim małym zakątku, czułam się po prostu dobrze... aż niedawno kiedy wracałam do domu zobaczyłam wyłamany zamek w drzwiach i otwarte drzwi. Serce mi zamarło. Okradli nas... po prostu wzięli co nie ich, zostawiając przy tym dom wywrócony do góry nogami...

Nie jestem materialistka , choć szkoda mi tych "nabytych rzeczy", do których już  przywykłam. Najbardziej boli mnie fakt, ze ktoś wygrabił moje ja...

Ostatnio dostałam wiadomość, że znajomej koleżanki syn wybiegł na ulice wprost  pod ciężarówkę. Lekarze nie dają mu szans na przeżycie...

Czym jest tragedia? Kiedy myślimy, że już nie uda nam się wstać. Kiedy wszystko co było kiedyś kolorowe nie ma nawet krzty wyrazu, beznadzieja,  znikąd pomocy ...
Każdy z nas przeżył/przeżywa  tragedię. Dla niektórych będzie to błahostka, dla niektórych ciężar nie do podźwignięcia...

W całym tym bałaganie (choć nie była to klęska żywiołowa, wojna, choroba śmiertelna która dawałoby mi rokowanie na kilka tygodni ) uświadomiłam sobie kilka rzeczy:
* W życiu nie można być niczego pewnym, nawet jeśli wydaje się nam, ze po drugiej stronie płotu  jest bardziej zielona trawa może być to tylko złudzeniem.
* Mam niesamowitą rodzinę i przyjaciół,  którzy w takich momentach podnoszą z kolan i trzymają za rękę aby stawiać dalsze kroki. Dziękuję!

* Na koniec roku pojechałam z mężem do Oświęcimia, moje problemy i troski zniknęły, gdy w pierwszych krokach wchodzenia do Auschwitz uświadomiłam sobie jaką tragedię przeżywali Ci ludzie. Żaden problem, żadna troska nie może się równać z cierpieniem tych ludzi, którzy zostali obrabowani z własnego ja. Bez wiary w drugiego człowieka, bez wiary w jakie cokolwiek idee, w to, że zobaczą kiedyś bliskich. Bez wiary czy przeżyją kolejny dzień. Traktowani jak pod ludzie szli na rzeź. Po czym konali traktowani gorzej od zwierząt...

* Doświadczenie, które przeżyłam jest błahe w obliczu cierpień innych ludzi. Choć ta sytuacja nie była ani przyjemna ani miła, jeszcze bardziej utwierdziła mnie w wierze. Wiem, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Wiem, że nie jestem sama dziękuję Ci Boże!

"Ilekroć lek mnie ogarnia,
W Tobie mam nadzieje,
Bogu, którego słowo wystawiać be dr,
Bogu ufam nie lekami się"

Ps. 56, 4-5

"Jedynie w Bogu jest wyciszenie duszy mojej,
Bo w nim poukładane nadzieję moja! Tylko On jest opoka moja i zbawieniem moim,
Twierdzą moja, przeto się nie zachwieje."

Ps. 62,6-7

"Uciszył burzę,
I uspokoiły się fale morskie,Wtedy ratowali się, ze się uspokoił
I zawiódł ich do uprawnionej przystani."


Ps. 107,29-30

" W cieniu Twoich rąk ukryj proszę mnie, gdy boję się gdy wokół mrok bądź światłem bądź nadziei dniem. Wszystkim o czym śnie, głosem w sercu mym, jak ręka która trzyma mnie nad brzegiem nocy brzegiem dni. Chwyć mnie i nieś niech niebo bliżej będzie tak bardzo chcę w ramionach skrycie się twych... "

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz